*   Dzieci uczą dorosłych
12 września 2008

Rekordowa liczba ponad 15 tysięcy dzieci z niemal 100 krajów wzięła udział w 17. międzynarodowym ekologicznym konkursie rysunkowym dla dzieci organizowanym przez ONZ i firmę Bayer. Tematem przewodnim były zmiany klimatyczne. Wszystkie prace mają takie samo jasne przesłanie: dbajmy o Ziemię, bo innej nie mamy - pisze DZIENNIK.

W warszawskiej Galerii Zachęta trwa właśnie wystawa najlepszych prac. Otwiera ją obraz 14-letniej laureatki Glorii Ip Hung z Chin. Widać na nim kulę ziemską wyłaniającą się zza krat, bo ręce ludzi wszystkich ras rozciągają metalowe pręty - to ci, którzy chcą chronić środowisko.

"Informacje o globalnym ociepleniu pojawiają się coraz częściej, a to oznacza, że problem staje się coraz poważniejszy. Niedawno podano, że w przyszłości nie będzie już zimy. To mną wstrząsnęło. Dlatego wzięłam udział w konkursie, by podzielić się swoimi pomysłami na to, jak ocalić Ziemię" - opowiada Gloria. Według niej powinniśmy m.in. zrezygnować z jazdy samochodem i przesiąść się do komunikacji publicznej, korzystać z odnawialnych źródeł energii i segregować śmieci.

Konkurs, który od prawie dwóch dekad jest organizowany przez ONZ-owską agendę UNEP (United Nations Environment Programme) wspólnie z firmą Bayer, cieszy się na świecie coraz większą popularnością. Od tego roku swoje prace będą mogły także wysyłać dzieci z naszego kraju. Może to być idealna okazja do tego, by zaszczepić w nich proekologiczne postawy, bo Polska wciąż jest w zielonym ogonie Europy.

Tak uważa dyrektor Centrum Badań nad Środowiskiem Przyrodniczym Uniwersytetu Warszawskiego Anna Kalinowska, która zajmuje się badaniem skuteczności działań edukacyjnych w dziedzinie ekologii. "Takie konkursy mają duże znaczenie, bo pozwalają dzieciom i rodzicom popracować razem, zastanowić się nad kondycją Ziemi, oraz kształtują wrażliwość najmłodszych na ekologi" - powiedziała DZIENNIKOWI. Ale zaznacza, że na konkursach nie może się skończyć. "Problem polskiej edukacji ekologicznej polega na jej akcyjności. Robimy wielkie akcje, a potem nie ma ich kontynuacji. Np. urządzamy akcję zbierania śmieci i przez jeden dzień zbieramy, a przez resztę dni w roku wyrzucamy odpady w lasach czy parkach. Według mnie to już nawet nie jest problem braku ekologicznej edukacji, ale zwyczajny brak kultury" - dodaje.

Także prof. Piotr Gliński z Instytutu Socjologii i Filozofii PAN, który przez lata badał działalność polskich ekologów, choć docenia wartość wystawy i konkursu, obawia się, że bez konsekwencji i kontynuacji nauki o ochronie środowiska ci dziś wrażliwi na ekologię bardzo młodzi ludzie w przyszłości mogą stać się zupełnie nieekologiczni. "Może ich do tego zwyczajnie zmusić życie" - mówi DZIENNIKOWI. ""Gdy człowiek dorasta i staje przed realnymi wyborami, że ma tyle i tyle pieniędzy, a musi wyżywić rodzinę, to kupi raczej produkt tańszy, a aspekt, czy jest on ekologiczny, czy nie, przestaje być istotny" - podkreśla. Dlatego według niego tak ważne jest zaangażowanie władz w to, aby tworzyć ludziom warunki pomocne w zielonych zachowaniach.

To także wielkie wyzwanie dla mediów. "Wszelkie akcje, działania ekologiczne, konkursy mają to do siebie, że przekonują oraz trafiają do grupy już przekonanych" - podkreśla Alina Kalinowska. "Problem w tym, żeby dotrzeć do tych skupionych na konsumowaniu. I to właśnie powinna być rola środków masowego przekazu, języka, jakim mówi się o ekologii, i autorytetów, które takie postawy promują. Do większości młodych skuteczniej dotrą ich idole niż profesorowie z trzema tytułami" - dodała.